Przejdź do głównej zawartości

W poszukiwaniu światła.

Długie, listopadowe wieczory spędzamy zazwyczaj razem w domu. Z niedowierzaniem spoglądam co jakiś czas na zegar i  odkrywam, że pomimo mojego zmęczenia jeszcze nie czas na spanie. Brak dziennego światłała daje się wszystkim coraz bardziej we znaki. Postanowiłam dzisiaj udać się z rodzinką do Ikei w poszukiwaniu świetlnych inspiracji. Bardzo spodobała mi się  świąteczna gwiazda i na pewno po nią wrócę. Dzisiaj jednak postanowiłam powiększyć swoją kolekcję latarenek.

 Od razu lepiej...
W takie deszczowe, jesienne wieczory, jak dziś, delikatnie rozproszone światło, ciepły koc, miłe rodzinna atmosfera i koniecznie coś słodkiego są w stanie polepszyć nawet najbardziej wisielczy humor. Przy okazji robienia soku do herbatki z pigwy, o którym pisałam wcześniej, została mi masa pigwowa, z której to powstała słodko- cierpka marmolada. W każdym razie jej smak zainspirował mnie do upieczenia rogalików.






W ten oto sposób mija mi kolejny długi wieczór. Niedługo położę chłopaków spać. A ja z mężusiem przy jakimś dobrym filmie i lampce czerwonego wina nadal będziemy się doświetlać ;)


Komentarze

  1. Ja uwielbiam wszelkie świece, latarenki, cotton ballsy... Wszystko co daje takie piękne, delikatne, rozproszone światło:) Rogaliki zaś wyglądają baaardzo apetycznie:) Uściski przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie magia jesienno-zimowych wieczorów. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ja też jestem zdecydowanie światłolubna i nigdy nie mogę przejść obojętnie obok żadnej latarenki ;) Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ja to dobrze rozumiem, mam na oku jeszcze jedną ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy da się pomalować drzwi z płyty?

Krótko i na temat: tak da się!!! Sama w to nie wierzyłam. Swoje drzwi wybrałam  samodzielnie, ale jeszcze dużo wcześniej, niż zaplanowany kapitalny remont salonu. A teraz po tych wszystkich przemianach głównie kolorystycznych  kompletnie nie pasowały mi do całości. Niby czytałam u koleżanek blogerek, że spokojnie takie drzwi da się pomalować,  to jakoś tak sceptycznie do tego podchodziłam, ale pewnego dnia przechodząc przez jeden z hipermarketów budowlanych natknęłam się na reklamę farby normalnie do wszystkiego. Jako dowód stały jak mur płytki łazienkowe brudno żółte pociągnięte ową farbą. Zdopingowana potrzebą natychmiastowej zmiany chwyciłam od razu dwa pojemniki. W końcu miałam do pomalowania pięć skrzydeł drzwiowych. No i skłamałabym, że to szybka praca, bo trwa to długo wiadomo i malować lubić trzeba. Zmiana jednak jest i to bardzo widoczna.
Wreszcie wyciągnęłam mój stolik zdobyczny z Anglii. Na razie służy jako podstawka do kwiatka, ale z czasem znajdę mu inne zastosowanie.
Og…

Projekt przedpokój zakończony!

Ten wykrzyknik w tytule posta nie wziął się z przypadku. Remont przedpokoju dał nam wszystkim nieźle popalić. I już nie chodzi o to, że prace remontowe się dłużyły, ale  o firmy, które działają na naszym rynku. Niby mamy takie czasy, że trzeba walczyć o klienta, że liczy się rzetelność, czas wykonania zamówienia, a tu klops. Pewna firma zapewniła mi taką huśtawkę emocjonalną ,że do dzisiaj mam dreszcze ;) Wszystko było pięknie do czasu podpisania umowy, a potem to...... SZKODA GADAĆ! Na szczęście inna firma, nie "z polecenia", wzięta z przypadku, z desperacji, z niecierpliwości okazała się strzałem w dziesiątkę. Szybko, dobrze, kulturalnie i szafa jest. Taka jaką zamówiłam, zamontowana, piękna, wyczekana i w większości zapełniona przez moje buty :). Przedpokój przed remontem był ciemny, niefunkcjonalny, po prostu brzydki. Aby dojść do tego stanu, który mamy teraz mój mąż spędził tam wiele godzin, ale myślę, że patrząc na efekt końcowy jest zadowolony z efektu, jaki udało na…

Stare lustro w nowej ramie.

Ostatnio wzięłam się za porządki na strychu. Ile my tam rzeczy poupychaliśmy....Wstyd się przyznać. Jednak nie ma tego złego.... Z czeluści starej dębowej szafy dziadka wydobyłam lustro. Dostałam je na urodziny w latach 90-tych. Lustro niewielkie,w ramie no cóż... złociutkiej. Nijak nie pasującej do aktualnego anturażu salonu.  Nie zastanawiając się długo zniosłam zapomniany prezent. Kupiłam odpowiednią farbę, pędzel i do dzieła! W jedno popołudnie sprawiłam sobie nową rzecz do salonu:)






Ciesze się, że nie wyrzuciłam tego lustra i znów wisi dumnie w centralnej części domu i na nowo cieszy nasze oczy.  Zawsze chętnie się w nim przeglądam wchodząc do salonu :) Niebawem znów udam się na strych w poszukiwaniu rzeczy do odnowienia.
Udanego tygodnia kochani blogowicze i oby zrobiło się trochę cieplej, bo najzwyczajniej w świecie już słonka mi potrzeba...