Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą dla domu

Pasy na ścianie

Od jakiegoś czasu chodzą za mną pasy, a że mieliśmy jeden pokój do malowania to pasy zawitały w naszym domu! Pokój o którym mówię jest duży. Służy nam do rodzinnych imprez, gdyż jego centralną część zajmuje ogromny stół w stylu kolonialnym. Jedną ścianę tworzą okna, które fajnie doświetlają wnętrze.  Jakiś czas temu wstawiliśmy do pokoju narożne biurko i tu znajduje się strefa biurowa nr 2. Pierwszy kącik biurowy jest w salonie i pokazywałam go Wam niedawno o  tutaj .  Ten o którym dzisiaj pisze pozwala na pracę w spokoju i skupieniu, wystarczy tylko zamknąć drzwi :) Wymarzone pasy wymalował dla mnie mój mąż właśnie na ścianie przy której stoi biurko. Całość wygląda tak: Kolor bazowy, którym został pomalowany cały pokój to szary, ale z wyraźną ciepłą nutą.    Drugi kolor, który miał pełnić rolę tego wyrazistszego to "ciepłe kakao". Obydwa kolory są odporne na szorowanie, bo w domu z dziećmi tylko takie warianty się sprawdzają. :) ...

Jesienne rozważania i nowości domowe.

No i stało się, siedzimy w domu. Na zewnątrz chłodno, wczoraj przez cały dzień sypał śnieg z deszczem, dzisiaj niby nie, ale jakoś tak buro się zrobiło. Zaczyna się jesienne kokoszenie domowe . Popołudniowe przyjemności  do których na czele zaliczam palenie w kominku . Cały rytuał mnie cieszy. Palone drewno daje niesamowitą muzykę przy której od razu się uspokajam. Trzaski, syk, a nawet ciąg wiatru w kominie wywołuje u mnie absolutny zachwyt. Kiedy się już rozpali odcinamy dopływ powietrza i rozkoszne ciepło niczym wełniany szal opatula cały salon.  Na kominku postawiłam rower. Zdobycz przywieziona latem  Anglii doskonale wpasowała się w to miejsce. Będzie przypominać mi letnie wojaże. Poza tym sówki zagościły w domu. Jedna patrzy na nas w salonie. A następne dwie pilnują kuchni. Lubie motyw sowy, jakoś tak kojarzy mi się z jesienią. Kilka lat temu, kiedy jeszcze przed naszym domem rosła olbrzymia jodła kalifornijska zagnieździły się w nie...

Przymusowy odpoczynek, czyli jak los płata nam figle.

No i masz od planów aż huczy głowa, remont prawie na ukończeniu,  słońce przyświeca radośnie a ja co? A ja chora... Nawet nie wiem jak to się stało i kiedy. Bo czułam się zupełnie dobrze, dbałam o siebie jak "Pan Bóg  przykazał" (piłam nawet co rano wodę z miodem i cytryną a i tak mnie dopadło i to ze zdwojoną siłą.  Hm dam radę i tym razem. Z radością i nie ukrywam z nutką zazdrości oglądam Wasze domy w blogowym świecie. Wszyscy jak mróweczki pracują. Dekorują, zmieniają dom na wiosnę, na święta, pięknie jest. A ja w oknie stoję i tęsknie spoglądam na mój ogród, na moje dzieci, które korzystają ze słonecznej pogody i coraz częściej wychodzą na spacery. Niedawno będąc na zakupach udało mi się wypatrzeć taką oto lampkę w jednym z outletów. Podoba mi się, że jest metalowa, prosta, a przede wszystkim biała i ta cena. Prawie biegłam z nią  do kasy :)))  Miała stać w innym miejscu, jednak doskonale wygląda w kąciku telewizyjnym. Tym samym pokazałam frag...

Stojak - drabina w salonie, czemu nie?

Moją pomalowaną drabinę  przeniosłam z poddasza do domu, bo nie mogę się doczekać, kiedy użyję jej w ogrodzie. Docelowo mają stać na niej kwiaty i pięknie zwisać :) Miejsce koło altany wydaje mi się idealne. Dzisiaj jednak postanowiłam sobie ją zaaranżować, ot tak, dla zabawy w salonie. Oto co mi tego wyszło:  Efekt moich działań jest taki, że chyba wstawię sobie coś takiego do salonu. Jednak stojak-drabina będzie mniejszy. Jeśli chodzi o kolor to chyba postawie na miętowy. Jak tylko się za to zabiorę  i wreszcie salon będzie skończony pokażę fotki. Tymek był bardzo zadowolony z nowego "mebla". Od razu znalazł zastosowanie, idealne miejsce na zabawę w "kuku". Miłego wieczoru!

Mikołajkowe przyjemności i świąteczne wzory.

Cały weekend i początek tego tygodnia przeszedł nam pod znakiem Mikołajkowych niespodzianek. Dzieciaki szczęśliwe, a my chyba jeszcze bardziej, móc patrząc na ich radość :) Niestety nie mamy jeszcze kominka (plan do zrealizowania na wiosnę ;) ), ale w  tym roku ulegliśmy zachodniej modzie i w domu zawisły skarpety. To zdjęcie zostało zrobione tu  po wybraniu prezentów... Zostały tylko puste skarpety i torby ;) Odwiedziny chrzestnych, wspólne rozmowy, śmiechy i zabawa z dziećmi umiliły nam ten grudniowy weekend. Niespodzianek jednak nigdy dość i we wtorek do drzwi zadzwonił kolejny Mikołaj z daleka i zanim zdołaliśmy go ujrzeć odjechał, a może odleciał saniami razem z zaprzęgiem reniferów. Zostawił jednak coś w korytarzu. :))) I znów radość ogarnęła cały dom. Dzieciaki była zajęte nowymi niespodziankami do wieczora. Starszemu bardzo spodobała się nowa gra rodzinna i co chwila rozpoczynaliśmy nowa rundkę :) Cieszy mnie ten czas, ich uśmiech i ta niczym nie zmącona...