Przejdź do głównej zawartości

Posty

GRA W ZIELONE

Czekałam, wyglądałam, z niecierpliwością przeglądałam moje książki ogrodnicze no i chyba jest ta wiosna z nami taka jeszcze niezdecydowana i skromna, ale już czujemy jej obecność. A gdzie? To jasne, że w ogrodzie!:) Wiciokrzew japoński przymrozków się nie boi. Wraz z pierwszymi promykami słońca wypuszcza zielone listki i idzie do przodu jak burza.



Skuszona ciepłymi promieniami słońca wybrałam się do centrum ogrodniczego i tam dokonałam pierwszych zakupów. Kupiłam oprócz wielkich worów z ziemią magnolię, pięknego migdałka, lilie oraz oczywiście pomidory, które już wysiane do donic tylko patrzeć jak wybiją do góry. Wczesna wiosna to oczywiście bratki. Sami zobaczcie jakie są piękne!

 Pierwsza herbatka wypita na balkonie smakowała wybornie! Promienie słońca na mojej twarzy to dla mnie pełnia szczęścia. Od razu lepiej mi się pracuje, sprząta, żyje...


A na koniec pokażę Wam fotkę zrobioną przez mojego czterolatka, jak widać uwielbia robić zdjęcia portretowe. Tak mnie uchwycił :))) Pozdraw…
Najnowsze posty

Zmiany

Tej dłoni najważniejszej, najstarszej już z nami nie ma. Odeszła,  tak po prostu, bo tak ponoć musi być... Minęło kilka miesięcy, a ja jeszcze nie potrafię o tym pisać. Moja kochana Babcia...

Stare lustro w nowej ramie.

Ostatnio wzięłam się za porządki na strychu. Ile my tam rzeczy poupychaliśmy....Wstyd się przyznać. Jednak nie ma tego złego.... Z czeluści starej dębowej szafy dziadka wydobyłam lustro. Dostałam je na urodziny w latach 90-tych. Lustro niewielkie,w ramie no cóż... złociutkiej. Nijak nie pasującej do aktualnego anturażu salonu.  Nie zastanawiając się długo zniosłam zapomniany prezent. Kupiłam odpowiednią farbę, pędzel i do dzieła! W jedno popołudnie sprawiłam sobie nową rzecz do salonu:)






Ciesze się, że nie wyrzuciłam tego lustra i znów wisi dumnie w centralnej części domu i na nowo cieszy nasze oczy.  Zawsze chętnie się w nim przeglądam wchodząc do salonu :) Niebawem znów udam się na strych w poszukiwaniu rzeczy do odnowienia.
Udanego tygodnia kochani blogowicze i oby zrobiło się trochę cieplej, bo najzwyczajniej w świecie już słonka mi potrzeba...

huhuha, czyli prawdziwa zima w natarciu

Styczeń przyniósł nareszcie upragniony biały puch. Na początku wcale nie byłam zadowolona z tego faktu bo nie dalej jak tydzień wcześniej znalazłam w ogrodzie szafirka (!) i jakoś tak bliżej mi było już do wiosny. Jednak kiedy ruszyliśmy z rodzinką w teren troszkę śniegu poprzestawiać zrobiło mi się...miło:) I wiecie co? Herbata z cytryną smakuje lepiej, książka czytana pod kocem cieszy bardziej, kiedy na dworze prawdziwa zima nie jakaś tam popierdółka. A świat w takiej szacie wygląda pięknie!

Powojniki pootulane na zimę zupełnie znikły z ogrodu.O ich ogrodowej obecności świadczy tylko pusta drabinka i snopek słomy w miejscu, gdzie zwykle rosną.



A Wy lubicie taka prawdziwą zimę ze śniegiem, lodem, mrozami i szczypiącymi policzkami?Czy raczej wolicie łagodniejszą jej wersję ewentualnie z mokrymi od deszczu ulicami? Zimowe pozdrowienia znad kubka z rozgrzewająca herbatką:)

Czerwień na święta

Uwielbiam grudzień. Ja, dzieci, cała moja rodzina i pewnie większość z Was. W domu robi się przytulniej, z czeluści szafy powoli wyciągam wszystkie gwiazdkowe ozdoby, których nigdy nie mam dosyć. Co roku zresztą dokupuję coś nowego i tym sposobem z pudełeczka robi się wielkie pudło świątecznych błyskotek. W tym roku wyjątkowo wcześnie zaczęłam ozdabiać dom, bo już pod koniec listopada.  Zaczęłam od światełek, lampeczek  i innych światłodajnych rzeczy, dzięki którym  ciemność za oknem nie przeraża mnie tak bardzo. A ciemność na wsi może przytłoczyć, uwierzcie mi na słowo. Można łatwo popaść w zimowe przygnębienie, jednak kiedy otulimy dom światłem od razu zmienia się nasza perspektywa.

 Grudzień to kolor czerwony. Oczywiście trendy, moda czy wreszcie codzienna kolorystyka w naszych domach  może  ten symboliczny świąteczny kolor wyeliminować, jednak to właśnie w nim tkwi  świąteczna siła. Idąc za ciosem wprowadziłam do naszego salonu kilka barwnych świątecznych akcentów. Wczorajsze mik…

Końcówka lata w obiektywie prawie cała na żółto

Oj jak mnie tu dawno nie było. Ale "co się odwlecze to nie uciecze" :) i  jestem z porcją zdjęć, które czekały na ten moment aparacie. Końcówkę sierpnia spędziliśmy w górach, gdzie zbieraliśmy siły na wrześniowe starcie. Mój powrót do pracy, szkoła jednego, przedszkole drugiego synka no i milion zajęć i spraw całkiem pozalekcyjnych w tym nowa elewacja domu... eh no i tak jak podejrzewałam, że po błogim lenistwie w otoczeniu cudownej przyrody trzeba będzie wziąć  się ostro do pracy. Wspomnienia mają jednak olbrzymią siłę, że w takie pochmurne,dżdżyste dni jak dzisiejszy ratują mi życie :)





W ogrodzie rozpanoszyła się żółć w pięknym stylu.  Co rusz odkrywam jej nowe oblicza na rabatach.





 Macham do Was serdecznie ślę pozdrowienia okraszone żółtymi,letnimi promykami słońca, które są już tylko wspomnieniem.

Z wizytą w kulkowym raju...

Długi weekend obfitował w wiele nieoczekiwanych zdarzeń. Tak to już jest, że jeśli chcemy rozśmieszyć Pana Boga opowiedzmy mu o swoich planach... Wczoraj jednak los się do mnie uśmiechnął i miałam okazję odebrać nagrodę w wygranym kiedyś Candy u właścicielki wspaniałego ogrodu. Jeśli podpowiem Wam, że jest ona rozkochana w kulkach pewnie będziecie wiedzieć o kim mówię :) Oczywiście o Ani z bloga lecęwkulkiwdomuiwogrodzie.blogspot.com  Nie zrobiłam niestety zbyt wielu zdjęć, bo przede wszystkim skupiłam się na oglądaniu ogrodu i słuchaniu przeuroczej właścicielki jaką jest Ania :) Pokażę to, co udało mi się zarejestrować.






Na pięknie zaaranżowanym  drewnianym stole czekał poczęstunek. Poczułam się bardzo wyjątkowo.  Słodki deser smakował tak dobrze jak wyglądał :)
Wszystko tam było tak piękne i tak spójne... Ogród Ani jest przemyślany i zachwycający. Ciesze się, że trafiłam do niej w czasie, kiedy hortensje uginają się od kwiatów. Sprawia to niesamowite wrażenie.
Na koniec fotka na pa…