Przejdź do głównej zawartości

Wrześniowe początki, arbuzowe zbiory i co słychać w sadzie.

Takie cuda nam na działce wyrosły. Nasiona przywiezione z Bułgarii przez Szymonka w maju przyjęły się na polskiej ziemi i proszę - MAMY ARBUZY :))) Szymon dumny jest z nich niesamowicie, wszak to jego inicjatywa była, aby zacząć je hodować.

Kolor średnio nasycony, ale SMAK... :) Słodki, aromatyczny i bez żadnych sztucznych dodatków.

Pierwszy plaster i uwierzcie mi to nie był ostatni.

W sadzie królowe jabłonie zachęcają nas do pieczenia szarlotek. Ilość owoców nie jest powalająca, ale biorąc pod uwagę to, że nigdy nie były niczym pryskane to i tak jest dobrze.



 Na zdjęciu poniżej przedstawiam Wam najstarszą jabłoń w naszym sadzie, co się zowie : SZARA RENETA. Ma bardzo aromatyczne  twarde owoce, których teraz niestety nie spróbujecie. Jabłka tej odmiany zerwane zostaną najwcześniej w październiku i poleżą sobie troszkę na półce w chłodnej piwnicy nim zyskają odpowiedni smak: winno-kwaskowaty. W dzieciństwie ich nie lubiłam, wolałam słodkie kosztele, jednak teraz doceniam je i przedkładam nad inne.






Oprócz ulubionych przez wszystkich jesiennych szarlotek z DUŻĄ ilością cynamonu warto zrobić sobie domowy ocet jabłkowy. U nas, a dokładniej u mojej mamy, stoją już trzy słoje z tym specyfikiem.


Pomimo sierpniowych upałów moje dynie też sobie nieźle poradziły. Oprócz oczywiście walorów kulinarnych WYGLĄDAJĄ :) Pamiętam jak pisałam Wam, kiedy wiosną kompletowałam nasiona o "Tureckim Turbanie". Piękne prawda? Będą świetnie komponować z wrzosowymi bukietami.



Po tym owocowo-warzywnym przeglądzie nabieram smaku na coś słodkiego. I nie będzie to niestety ciepła szarlotka, gdyż mając w domu sześcioletniego pierwszoklasistę i trzylatka zaczynającego przedszkole NAPRAWDĘ mam co robić. Jeszcze tydzień i wszystko się unormuje, przynajmniej mam taką nadzieję. :) Tymczasem w ferworze zajęć, jak tylko błyśnie słonko uciekam do altany na szybka kawę plus ciastka pełne ziaren wszelakich i chrupię niczym rasowa wiewiórka :)

Komentarze

  1. Ależ tam u Ciebie pięknie... i te jabłonie...bo o arbuzach nie wspomnę- wow :). Ech, pomieszkałabym sobie w takich sielskich klimatach... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoje odwiedziny tutaj i za tak miłe słowa. Sielski klimat - chyba coś w tym jest, bo pomimo wyjazdów, podróży, zachwalania, że gdzie indziej to lepiej, ja wracam do mojego domu wielopokoleniowego niczym bumerang. Słonecznej niedzieli! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy da się pomalować drzwi z płyty?

Krótko i na temat: tak da się!!! Sama w to nie wierzyłam. Swoje drzwi wybrałam  samodzielnie, ale jeszcze dużo wcześniej, niż zaplanowany kapitalny remont salonu. A teraz po tych wszystkich przemianach głównie kolorystycznych  kompletnie nie pasowały mi do całości. Niby czytałam u koleżanek blogerek, że spokojnie takie drzwi da się pomalować,  to jakoś tak sceptycznie do tego podchodziłam, ale pewnego dnia przechodząc przez jeden z hipermarketów budowlanych natknęłam się na reklamę farby normalnie do wszystkiego. Jako dowód stały jak mur płytki łazienkowe brudno żółte pociągnięte ową farbą. Zdopingowana potrzebą natychmiastowej zmiany chwyciłam od razu dwa pojemniki. W końcu miałam do pomalowania pięć skrzydeł drzwiowych. No i skłamałabym, że to szybka praca, bo trwa to długo wiadomo i malować lubić trzeba. Zmiana jednak jest i to bardzo widoczna.
Wreszcie wyciągnęłam mój stolik zdobyczny z Anglii. Na razie służy jako podstawka do kwiatka, ale z czasem znajdę mu inne zastosowanie.
Og…

Projekt przedpokój zakończony!

Ten wykrzyknik w tytule posta nie wziął się z przypadku. Remont przedpokoju dał nam wszystkim nieźle popalić. I już nie chodzi o to, że prace remontowe się dłużyły, ale  o firmy, które działają na naszym rynku. Niby mamy takie czasy, że trzeba walczyć o klienta, że liczy się rzetelność, czas wykonania zamówienia, a tu klops. Pewna firma zapewniła mi taką huśtawkę emocjonalną ,że do dzisiaj mam dreszcze ;) Wszystko było pięknie do czasu podpisania umowy, a potem to...... SZKODA GADAĆ! Na szczęście inna firma, nie "z polecenia", wzięta z przypadku, z desperacji, z niecierpliwości okazała się strzałem w dziesiątkę. Szybko, dobrze, kulturalnie i szafa jest. Taka jaką zamówiłam, zamontowana, piękna, wyczekana i w większości zapełniona przez moje buty :). Przedpokój przed remontem był ciemny, niefunkcjonalny, po prostu brzydki. Aby dojść do tego stanu, który mamy teraz mój mąż spędził tam wiele godzin, ale myślę, że patrząc na efekt końcowy jest zadowolony z efektu, jaki udało na…

Stare lustro w nowej ramie.

Ostatnio wzięłam się za porządki na strychu. Ile my tam rzeczy poupychaliśmy....Wstyd się przyznać. Jednak nie ma tego złego.... Z czeluści starej dębowej szafy dziadka wydobyłam lustro. Dostałam je na urodziny w latach 90-tych. Lustro niewielkie,w ramie no cóż... złociutkiej. Nijak nie pasującej do aktualnego anturażu salonu.  Nie zastanawiając się długo zniosłam zapomniany prezent. Kupiłam odpowiednią farbę, pędzel i do dzieła! W jedno popołudnie sprawiłam sobie nową rzecz do salonu:)






Ciesze się, że nie wyrzuciłam tego lustra i znów wisi dumnie w centralnej części domu i na nowo cieszy nasze oczy.  Zawsze chętnie się w nim przeglądam wchodząc do salonu :) Niebawem znów udam się na strych w poszukiwaniu rzeczy do odnowienia.
Udanego tygodnia kochani blogowicze i oby zrobiło się trochę cieplej, bo najzwyczajniej w świecie już słonka mi potrzeba...