Przejdź do głównej zawartości

Posty

Sposób na długie wieczory.

Doskonale pamiętam pierwszy rok w przedszkolu starszego synka. Na hasło Pani:"Dzieci teraz troszkę pokolorujemy" on konsekwentnie chował się pod stolik ;) Na nic zachęty, coraz to lepsze przybory do kolorowania, wymyślne kolorowanki i obietnica nagród. Nic na siłę, ale jednak było troszkę nam żal, zwłaszcza tej małej rączki dla której osiągnięcie sprawności manualnej to prawdziwy skarb. Ja jednak niczym nie zrażona rozwijałam synka w inny sposób. Lepienie z masy solnej, plasteliny, modeliny, wycinanki nieco mnie uspokoiło a dziecku sprawiało frajdę. Troszczę denerwowałam się niecierpliwością Pani, gdyż twierdziłam, że i do malowania synek dojrzeje. I tak też się stało. W tym roku moje ukochane dziecko nie przestaje malować. Ma wręcz na punkcie kolorowania obsesję. Maluje przed przedszkolem, tuż po wstaniu z łózka, w przedszkolu i zaraz po. Moja drukarka ciągle wypluwa z siebie coraz to nowe karty do zakolorowania. Na tapecie mamy dinozaury, kosmos, wulkany, mamuty i......świ...

W poszukiwaniu światła.

Długie, listopadowe wieczory spędzamy zazwyczaj razem w domu. Z niedowierzaniem spoglądam co jakiś czas na zegar i  odkrywam, że pomimo mojego zmęczenia jeszcze nie czas na spanie. Brak dziennego światłała daje się wszystkim coraz bardziej we znaki. Postanowiłam dzisiaj udać się z rodzinką do Ikei w poszukiwaniu świetlnych inspiracji. Bardzo spodobała mi się  świąteczna gwiazda i na pewno po nią wrócę. Dzisiaj jednak postanowiłam powiększyć swoją kolekcję latarenek.  Od razu lepiej... W takie deszczowe, jesienne wieczory, jak dziś, delikatnie rozproszone światło, ciepły koc, miłe rodzinna atmosfera i koniecznie coś słodkiego są w stanie polepszyć nawet najbardziej wisielczy humor. Przy okazji robienia soku do herbatki z pigwy, o którym pisałam wcześniej, została mi masa pigwowa, z której to powstała słodko- cierpka marmolada. W każdym razie jej smak zainspirował mnie do upieczenia rogalików. W ten oto sposób mija mi kolejny długi wieczór. Niedługo położę c...

O kocie kameleonie, kosztelach i pigwie....

Kot Kłopot znalazł się w domu cudem. Mianowicie został ocalony, tak wyraziłam się dobrze z ogródka starszej Pani, gdzie zaczynał się topić pod naporem wody. Był małym zagubionym kociakiem, bardzo zziębniętym, wychudzonym i po prostu brzydkim. Jednak w cieple naszego domu ,kotecek doszedł do siebie i znalazł wiele mówiące imię: Kłopot. Bo mamy psa i to dużego , bo nigdy nie chcieliśmy kota, ale że serce mamy duże to Kłopot został z nami. Chcę pokazać Wam zdjęcie jak w tym tygodniu łapał ostatnie promyki słońca, schowany przed całym światem niczym kameleon. Ja ledwo go tam dojrzałam:)  Mamy właściwie dwa sady. Nowy, który sadził mój tata z drzewkami niskopiennymi i taki całkiem stary, który należał do mojego dziadka. Mamy tam kilka odmian jabłoni, które teraz są już rzadko spotykane, jedna z nich jest Kosztela. To wyjątkowo słodkie i twarde jabłka. Po prostu pyszne. Najlepsze są te, które zbierane są prze pierwszymi przymrozkami. Kiedy byłam dzieckiem nie chciałam jeść innych...

Czasu mi wciąż brak

Czas umyka mi między palcami, myślę że minęło kilka dni a tu za chwilę koniec października. Jak dobrze, że są jeszcze weekendy. W te dwa magiczne dni nadrabiam wszelkie zaległości: domowe, rodzinne i okazuje się, że blogowe :) Pogoda nadal świetna, chociaż czuć czasem na plecach zimniejszy oddech później jesieni. Na razie jednak można z rodzinką wybrać się na spacer. Okazuje się, że w mojej okolicy typowych kolorów jesieni raczej brak. Coś tam się dzieje, ale to jeszcze nie to. Jeśli chodzi o strefę domową - remontową to ręce opadają. Co tydzień słyszę od moich fachowców, że szafa będzie gotowa w piątek. Tylko nie wiem w który...... Eh, w ostatni piątek usłyszałam, że przyjadą montować w poniedziałek, więc chyba jest dobrze. Zobaczymy ;) Już nawet dodatki się pojawiają, bo ileż można czekać?! Mam mnóstwo fotek moich dzieci, jak każda zakochana w dziateczkach swych mamuśka. Klatka schodowa wydała mi się dobrym miejscem, aby parę takich zdjęć tam umieścić. Nie chciała...

Babka czekoladowo - śliwkowa: idealna na jesienne dni.

Śliwki, dynie, cukinie, cały ten kram warzywno-owocowo aż prosi się o wykorzystanie w kuchni. W sobotę przesmażałam dorodne i soczyste pomidory, a w niedzielę naszło nas na coś słodkiego.  Zatem  ciasto śliwkowo- czekoladowe zawitało na naszym stole. Okazja do świętowania  znalazła się bez trudu jak zawsze. Syneczek mój starszy wrócił z wojaży, gdzie cudne dwa tygodnie spędził ze swoimi drugimi dziadkami. Dziecko zadowolone, troszkę stęsknione (a może i my bardziej). W każdym razie weekend spędziliśmy swojsko, rodzinnie, po domowemu. Ciasto no zupełnie nowy przepis,ale muszę powiedzieć, że smakuje super, zwłaszcza dorosłej części rodziny przypadło do gustu. Oto przepis: Składniki na ciasto: śliwki ze słoika( ok 400 g po osączeniu)  200 g miękkiego masła 175 g cukru opakowanie cukru waniliowego szczypta soli 4 jajka 200 g mąki pszennej 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia 50 ml czerwonego wina lub soku śliwkowego ze słoika 70 g migdałów w płatkac...

Czajnik moich marzeń :)

Kawa i herbata to podstawowe napoje, które pija się u nas w domu. Szczególnie teraz, kiedy wrzesień zapukał do naszych drzwi, poranki nieco chłodniejsze i w miarę upływającego czasu wieczory dłuższe stawać się będą. Kawa wiadomo, poranny rytuał bez którego trudno sobie wyobrazić każdy dzień. Kiedy śpieszymy się do pracy jest szybka, ale za to bardzo aromatyczna. W weekendy można dłużej nacieszyć się jej smakiem. Herbata natomiast doskonała do wieczornej lektury, taka z miodem i cytryną doskonale koi moje zmysły. Aby jednak przyrządzić te dwa napoje bogów :) potrzebujemy gorącej wody  z czajnika. No właśnie czajnik. Taki, żeby był elektryczny, a jednocześnie miał swój charakter i pasował do wiejskich krajobrazów. Ja go wreszcie mam! Dostałam go od mojej drugiej mamy - teściowej :*, która w ten sposób spełniła jedno z moich marzeń :). Oto on: Czajnik firmy Russel Hobbs pochodzi z serii Cottage Floral i jest po prostu piękny! Kształtem przypomina nam ten dawny czajnik na piecyk gaz...

Czy to naprawdę już wrzesień?

Mamy wrzesień! Kiedy to się stało i jak, przede wszystkim dlaczego tak szybko?! Nie wiem. W każdym razie szkoła się zaczęła, praca się zaczęła i już. Czasu mniej, ale tylko w teorii , bo ja wierzę w zasadę, że im więcej obowiązków, tym więcej czasu. Mój starszy synuś rozpoczął naukę, albo raczej jeszcze zabawę w zerówce, więc to ostatni rok przed prawdziwą szkołą. Pogoda płata nam figle, że niby już jesień zimna i bura nadchodzi , a tu w tym tygodniu bardzo ciepłe dni nam się szykują. Moje kwiaty jeszcze pięknie się w ogrodzie prezentują, ale powoli zaczynam rozglądać się za wrzosami, na które znalazłam odpowiednie miejsce. Na razie jednak, kiedy tylko się da czas spędzamy w altanie. Zwłaszcza, że w domu remont nadal trwa, więc w środku średnio przyjemnie mamy. Ostatnio byliśmy na weselu i młoda para przed ślubem dawała gościom słodkie kołacze, abyśmy mile o nich myśleli. Okazja do błogiego lenistwa doskonała.          ...

Projekt przedpokój.

Generalny remont przedpokoju to był plan numer jeden na wakacje. Od dawna nosiliśmy się z zamiarem zamienienia ciemnego, niepoukładanego, wnętrza, które tak naprawdę dostaliśmy w gratisie od Rodziców. No cóż kiedyś wszystko robiło się inaczej... W połowie lipca rozpoczęliśmy remont, który nadal trwa. Biorąc jednak pod uwagę ogrom prac, jakie wykonał w tym czasie mąż (pracując przy tym zawodowo) to wszystko idzie całkiem sprawnie. :) Trzeba było zbudować ściankę działową w korytarzu, która oddzieliłaby piętro od parteru oraz wstawić tam drzwi. Zdementować starą, dość pokaźną szafę, przerobić wnękę, zdementować starą boazerię, założyć płyty gipsowe, oświetlenie itd. Uff... Jak widać pracy mnóstwo! Powoli jednak dostrzegam, że wszystko idzie ku dobremu:) tzn. dokładnie tak, jak to sobie wymarzyłam.  Mąż zaczyna kłaść płytki, potem jeszcze malowanie, nowa szafa  i już. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła pokazać efekt końcowy. Dzisiaj mogę tylko przedstawić pewne e...

Sierpniowe dary

Lato to czas, kiedy zbieramy żniwa wiosennych prac działkowych. I u nas tak się dzieje. Na każdym kroku soczyste owoce, dojrzałe warzywa, które aż proszą "zerwij mnie i zjedz" :) . Tak wygląda nasza tegoroczna śliwka. Gałązki, aż uginają się od owoców i mimo podpórek niektóre niestety się złamały pod ciężarem owoców. Mój tato nazywa to "klęską urodzaju" i coś w tym jest :)  Winogron również pięknie zaowocował i niedługo będzie zupełnie dojrzały. Zagladając to naszej przydomowej szklarni możemy zobaczyć prawdziwe piękności, które każdego roku niezmiennie mnie zachwycają :) Panie i Panowie w roli głównej: POMIDOR. Hodujemy go w kilku odmianach, każda z nich jest smaczna. Sierpniowy pomidor to dla mnie nieodłączny towarzysz każdej kanapki.         Pogoda nieco sie zmieniła. Jest nadal ciepło, ale ostatnio nie ma upałów, co w sumie dobrze działa na ogród. Poranna rosa dłużej utrzymuje sie na trawniku i dlatego też postanowił...